wtorek, 7 lipca 2015

Komu w D temu C

Komu w drogę temu czas

Budzik!!! Czas wstawać. Kiedy otwieram oczy Agaty już nie ma, słyszę jak babcia biega po mieszkaniu szykując śniadanie, którego i tak nikt nie zje. Leżę jeszcze przez chwile w bezruchu. Kiedy wstaję i wchodzę do salonu Agata ubrana i gotowa do drogi siedzi przy stole, pije coś z kubka, na pierwszy rzut oka herbatę ale znając moją siostrę jest to po prostu woda. Mam trzydzieści minut na ogarnięcie się, całkowicie mi to wystarcza. Po raz ostatni sprawdzamy wszystko, paszporty, bilety, walizki. Wybija dziewiąta, szybki, niezbyt rozczulające pożegnanie z dziadkami i schodzimy na dół. Dwie wielkie walizki, dwa plecaki, dwa misie i dwie dziewczyny stoją pod blokiem przy ulicy Merkurego, czekając na transport na lotnisko. Po chwili podjeżdża samochód, Pani Iwonka, stara przyjaciółka rodziny, siedzi na miejscu pasażera. To ona i jej chłopak zawiozą nas do Pragi. Z jazdy autem nie pamiętam dużo, śpię większość podróży, tylko od czasu do czasu przebudzam się, słyszę stare hity w radio i dyskusje na temat drogi. Koło jedenastej otwieram oczy i wyglądam za okno, a moim oczom ukazuje się miasto. Po chwili dowiaduję się, że jesteśmy w Szklarskiej i wtedy wracają wspomnienia z dzieciństwa. Chcę obudzić Agatkę, żeby też mogła nacieszyć oczy pięknymi widokami, ale ona tylko coś bełkocze przez sen i obraca głowę w drugą stronę. Przez następne trzydzieści minut wznosimy się wśród pagórków coraz wyżej i wyżej. Słońce już wysoko na niebie ciepłymi promieniami oblewa las iglasty przez który jedziemy. Co chwilę widać turystów, którzy wylewają się z autokarów i samochodów na parkingach. Ochoczo wkraczają na szlak. Raz na jakiś czas mijają nas rowerzyści. Czuję w środku lekkie rozdarcie, lecę na drugi koniec świata, a mały raj na ziemi mam niecałe dwie godziny od domu. Wiedziałam, że będę tęsknić za Polską, za Wrocławiem, za ludźmi ale dopiero teraz uświadomiłam sobie, że będę tęsknić za górami. Zwłaszcza, że ostatnio tak rzadko je odwiedzam. Życie stało się zbyt szybki, zbyt wypełnione obowiązkami, albo po prostu w jakiś sposób próbuję się usprawiedliwić. Za dzieciaka większość wakacji spędzałam w górach, w lasach lub nad jeziorami. A teraz… Nie pamiętam kiedy ostatnio założyłam plecak i po prostu szłam, przed siebie.  Mam nadzieję, że uda mi się to zmienić po powrocie.
Przejeżdżamy przez granicę, gdyby nie zauważyłam napisów na sklepach nie wiedziałabym nawet, że to Czechy a nie Polska. Zatrzymujemy się żeby wymienić pieniądze, w tym momencie Agatka się budzi, ja za to usypiam jak tylko ruszamy dalej. Resztę drogi śpię, omija mnie kręta droga przez Czeskie wioski i miasteczka. Docieramy na lotnisko, bez większych problemów znajdujemy terminal odlotów, jeden z nich. Żwawo wysiadamy z samochodu i łapiemy się za nasze olbrzymie walizki. Szybkim krokiem wkraczamy do środka. Lotnisko, jak lotnisko, masa ludzi różnych kolorów, z różnych krańców świata. Na wielkiej tablicy znajdujemy nasz lot, odprawa przy bramce A71-78. Niestety okazuje się, że to na drugim końcu terminala i jeszcze na innym piętrze. Drałujemy jeszcze jakieś dziesięć minut, ciągniemy bagaże. Kiedy wreszcie dochodzimy do bramki czuje ból ramienia a młoda skarży się na ból dłoni, na szczęście nie będziemy musiały więcej targać tych tobołów. Odprawa przebiega szybko bez większych problemów. Przy stanowisku obok stoi mężczyzna z małym chłopcem. Maluch ma prawie białe włoski, lodowato niebieskie oczy, z uśmiechem bawi się misiem podczas gdy jego tato załatwia sprawy z mężczyzną w krawacie. Dostajemy bilety, oddajemy walizy, patrzymy tylko jak odjeżdżają na taśmie w stron czarnego otworu w ścianie. W sumie to zastanawialiście się kiedyś jak oni segreguję te wszystkie torby?!?!? To tak jakby ktoś wysypał całą swoją kolekcję LEGO na dywan i próbował ją posegregować. Na początku wydaje się to banalnie proste ale wtedy okazuje się, że są nie tylko różne kolory ale też rozmiary, nie mówiąc już o tym, że goni nas czas. Nic dziwnego, że tak często giną w podróży.
Wracając do nas. Żegnamy się z Panią Iwonką i Panem Wiktorem, oni odchodzą w stronę parkingu a my przechodzimy na stronę bezcłową. Robiłam to już tyle razy, że znam procedurę na pamięć. Stoimy w długiej kolejce, trzeba przyznać, że Czesi załatwiają to dość szybko, po nie całych pięciu minutach jesteśmy na początku. Standard, podchodzę do okienka i podaję paszport wraz z biletem kolesiowi w krawacie. On przez następne trzydzieści sekund próbuje się dopatrzeć podobieństwa między mną a dziewczyną ze zdjęcia. Paszport miałam wymieniony w 2011 roku, cztery lata robią swoje. Przybyło kolczyków, sytuacja na mojej głowie też się zmieniła, prawie białe dready i ciemna czupryna z dwoma zielonymi pasmami zastąpiły grzecznie uczesane długie, blond włosy. Odzyskuję dokumenty, przechodzę za bramkę gdzie czeka na mnie już Agatka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz