Po drugiej stronie bramek
Ludzie, wszędzie ludzie. Niektórzy śpią na podłodze w oczekiwaniu na kolejny
lot, są też tacy, którzy korzystają z możliwości napicia się. Siedzą w
kawiarniach, barach z towarzyszami podróży. Większość jednak
penetruje sklepy. Błyszczące, kuszące promocjami i niskimi cenami. Nie mamy
dużo czasu dlatego wybieramy największy. Co chwilę ktoś z obsługi nas zaczepia
z propozycją wypróbowania nowych perfum lub innych kosmetyków. Agatka zgrabnie
przedziera się przez tłum i dochodzi do półki, która ją interesuje, Calvin Klein.
Rozpływa się nad kolorowymi buteleczkami podczas gdy ja kieruję się w stronę
alkoholi, skrzywienie zawodowe. Błądzę między półkami różnobarwnych trunków,
mimowolnie przypisując alkohol pod znajomego. Mają naprawdę imponujący wybór, a
wiem, że to nic w porównaniu z tym co mnie czeka w Dubaju. Dobra! Koniec tego
dobrego. Zaczynamy zmierzać w stroną naszego gate’u. Lotnisko jest fajnie
zaprojektowane, bez problemu znajdujemy A6. Kolejna kolejka, na szczęście w
miarę krótka. Ludzie przed nami zdejmują buty, paski, biżuterię, znak, że to
teraz prześwietlą nam rzeczy. W sumie to nie wiem czemu tego nie robili
wcześniej, żadnej kontroli przed wejściem na stronę bezcłową. Mężczyzna w
białej koszuli i pod krawatem wręcza nam plastikowe woreczki na płyny i różnego
rodzaju kremy. Przez chwilę siłuję się z plecakiem, wyciągam elektronikę, kremy
do opalania, pastę do zębów, perfumy… wszystko ląduje w szarych, niezbyt
urodziwych skrzyniach. Chwila prawdy, przechodzimy przez bramkę. Agata, nic.
Ja, oczywiście coś piszczy, bo jakżeby inaczej. Podchodzi do mnie kobieta
ubrana w koszulę i niebieskie spodnie, nie jest zbyt urodziwa a na rękach ma
rękawiczki. Prosi żebym rozłożyła ręce i stanęła prosto, tak też czynię. Dość
dokładnie sprawdza czy nie mam niczego ukrytego, mam na sobie luźną koszulę bez
rękawów i leginsy, więc nie chcę myśleć gdzie musiałabym sobie coś wsadzić,
żeby to ukryć. Po sprawdzeniu również moich stóp, stwierdza, że chyba nie
jestem groźna i pozwala mi odejść. W spokoju pakujemy rzeczy do plecaków i
przechodzimy do bardzo jasnego pokoju. Na dwóch zewnętrznych ścianach znajdują
się okna, od sufitu po samą podłogę. Widać przez nie samoloty, większość nudna,
biała, ale zdarzają się też takie, które mają barwne ogony i napisy, trochę
przypominają ptaki. W poczekalni znajdują się rzędy krzesełek, nie wyglądają na
wygodne i jak chwilę później okazuje, że nie są. Wszystkie takie same,
granatowe z metalowymi oparciami. Siadamy pod oknem, zdejmujemy buty, wyciągamy
zeszyty i obie momentalnie zaczynamy coś gryzmolić. Po napisaniu pierwszej
strony zatrzymuje się i rozglądam. Ludzi zaczyna przybywać. Młode pary
podekscytowane perspektywą pierwszych wspólnych wakacji, poddenerwowani rodzice
wodzący wzrokiem za biegającymi pociechami, naburmuszona młodzież, zmuszona do
rodzinnych wakacji, starsze małżeństwa, które podziwiam. Chciałabym żyć tak
jakby wiek był tylko cyferką, jakby nie miał znaczenia. Po drugiej stronie sali
widzę uroczego blondynka z odprawy, biega niezgrabnie między krzesłami a jego
tato z anielską cierpliwością podąża za nim krok w krok. Z zamyślenia wybudza
mnie megafon, który informuje nas, że możemy już wchodzić na pokład samolotu.
Więc, kolejka, na szczęście już ostatnia na tym lotnisku. Grzecznie, powoli
przesuwamy się w stronę olbrzymiej maszyny. Pochłania nas jak wielki wieloryb.
Załoga wita nas przy wejściu, wskazując najkrótszą drogę do naszych miejsc.
Agatka wciska się pod okno, ja zajmuję miejsce na środku, po chwili pojawia się
starszy anglik, który zajmuje miejsce od przejścia. Wyciągam telefon i
słuchawki, niezbędny zestaw do latania, plecak ląduje pod siedzeniem przed mną.
Agatka uzbraja się w wielki zeszyt w kratkę i długopis. Nie lubię latać, jakbym
mogła to bym wszędzie jeździła pociągiem. Najlepiej takim starym, z
ośmioosobowymi przedziałami. W taki sposób mogłabym zwiedzić cały świat. A tu
czekam na start, z jednej strony nie chcę żeby do niego w ogóle doszło, ale w
głębi duszy wiem, że dojdzie więc chcę mieć to już za sobą. Jak przy nowym
kolczyku. Lecimy, przez następne pięć
godzin będę mogła podziwiać ziemię z dziewięciu tysięcy metrów. Młoda od razu zabiera
się do buszowania w kolekcji filmów i po chwili znika w świecie Marvela. Przez
chwilę oglądam mimowolnie film w który Agatka jest taka wpatrzona. Czuję jak
moje oczy robią się coraz cięższe i ponownie oddalam się w błogi sen. W ciągu
lotu przebudzam się jeszcze dwa razy, nie na długo, na dobre rozbudzam się na
jaką godzinę od Dubaju. Włączam Avangers ’ów którzy towarzyszą mi aż do
wylądowania.